Obarczyłem żonę ciężarem ponad siły. Oczekiwałem, że zadba o moje szczęście. Nie miała szans.
Chciałem czuć się najważniejszy i kochany. Chciałem być pieszczony i noszony na rękach. Przez jakiś czas nawet się to udawało. Żyłem w euforii.
Potem coś się zaczęło psuć. Aneta – moja żona – wychodziła do przyjaciółek, a ja czułem smutek. Martwiłem się, że zostanę sam.
Aneta lubiła spać sama – na swojej kanapie – co mnie doprowadzało do obłędu. Czułem się porzucony.
Doszło do tego, że robiłem jej awantury za to, że na imprezach więcej rozmawiała ze znajomymi niż ze mną.
Czułem się zostawiony, nic nie wart. Czułem wściekłość. Wyobrażałem sobie, że tarmoszę Anetę za włosy, a ona błaga o litość.
Coraz częściej się kłóciliśmy. Aneta krzyczała, że ma dość mojej kontroli, że się dusi w naszym małżeństwie.
W końcu doszło do najgorszego. Wyprowadziła się.
„Potrzebuję być sama” – usłyszałem.
Wyjechała do przyjaciółki. Wydzwaniałem do niej codziennie. Pytałem, kiedy wróci. I co z naszym małżeństwem.
„Nie wiem” – powtarzała.
W brzuchu czułem ogień. A w piersiach lód. Myślałem, że oszaleję z bólu.
*
Moja matka była aktorką. Często nie było jej w domu. Gdy byłem chłopcem, siadałem na jej łóżku, oglądałem jej zdjęcia z teatru i tęskniłem.
Gdy wychodziła z domu, płakałem.
„Nie bądź samolubem” – powtarzał mi wtedy ojciec. „Nie przejmuj się tak sobą”.
Więc starałem się nie przejmować. Stałem się dobry w rodzinnej grze – „Udajemy, że dobrze się bawimy”.
Ponieważ nikt nie nauczył mnie zajmować się swoimi uczuciami, oczekiwałem, że zajmie się nimi moja żona. Mocno pragnąłem, że to Aneta zadba o tego samotnego chłopca, który mieszkał w moim sercu. Oczekiwałem, że da mu to, czego nie dostałem od matki.
Dziś wiem, że wymagałem od niej niemożliwego.
*
Na warsztatach wziąłem udział w wizualizacji wewnętrznego dziecka. Wcześniej słyszałem, że każdy ma taką wewnętrzną część. Ale co innego rozmawiać o tym, co innego doświadczyć.
Przy dźwiękach bębna spotkałem się ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Poczułem, że naprawdę mam w sobie dziecięcą część, które bardzo jest spragniona opieki. Mojej opieki.
Nie od razy nawiązaliśmy kontakt. Mój wewnętrzny chłopiec był nieufny. Nie wierzył, że jest dla mnie ważny. Trudno mu się dziwić, tyle lat udawałem, że go nie ma.
Gdy się zbliżyliśmy, popłynęły łzy. Objąłem go na niby w swojej wyobraźni. Ale łzy płynęły naprawdę. Moje łzy.
Czułem smutek, ale też wdzięczność. Mój wewnętrzny chłopiec powiedział mi, że potrzebuje, żebym go widział, kochał i dbał o niego.
Obiecałem, że już go nigdy nie opuszczę. Sam dla siebie postanowiłem być najlepszym opiekunem.
*
Od tamtej pory upłynął rok. Aneta wróciła, jesteśmy razem. Od nowa uczymy się naszej relacji.
Dla mnie najważniejsze jest, aby być w kontakcie ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Gdy żona wyjeżdża na kilka dni, nie wydzwaniam do niej. Sam tulę mojego smutnego chłopca.
Tylko ja mogę naprawdę o niego zadbać. Tylko ja mogę dać mu opiekę i miłość, której tak bardzo potrzebuje.
Mój ojciec nie miał racji. Warto być samolubem. Warto lubić siebie i sobie samemu okazywać ciepłe uczucia.
Gdy mój wewnętrzny chłopiec czuje się kochany i bezpieczny w moich ramionach, odpłaca mi radością i chęcią zabawą, zaufaniem do świata.
Zdjąłem ciężar z ramion żony. Sam czuje się odpowiedzialny za swoje szczęście.
Zbyszek
____________________________
Chcesz przyjrzeć się swojemu życiu wewnętrznemu? Poszukać mocy do zmiany? Zapraszam na jeden z dwu warsztatów dla mężczyzn „W stronę ojca”.
Warszawa – 29.-30. 01. 2022 r.
Poznań – 12.-13. 02. 2022 r.
Info:
Fot. Jakob Owens. Unsplash.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz